Rainbow

Podwójna tęcza nad Warszawą wczoraj wieczorem…

rainbow_photo_anna_maria_karolak_28_07_2015

Advertisements

W oczekiwaniu na zimę.

Początek zimy w Warszawie w ubiegłorocznym sezonie, w postaci huraganu Ksawerego w dniu 6 grudnia 2013 roku (widok przez szybę z mojego domu), a poniżej – trzy zimowe zdjęcia z Parku Mauzoleum Żołnierzy Radzieckich w W-wie, gdzie bywam na spacerach:

…a Ksawery w Kołobrzegu szalał tak: https://karolakvisions.wordpress.com/2014/08/17/huragan-ksawery-w-kolobrzegu-hurricane-xaver-in-kolobrzeg/

No i proszę, wywołałam zimę:) W dzień zredagowałam ten post, a o godz. 21.20 zaczął padać w Warszawie pierwszy śnieg!

Gdzie jest Anna??

Wszystkie osoby zaniepokojone brakiem wykazywania przeze mnie oznak życia, najmocniej przepraszam :) I jednocześnie proszę o wyrozumiałość, że chwilowo “nie istnieję”! Zajęta jestem teraz rozwojem mojej działalności biznesowej, właśnie wprowadziłam do sieci nowy layout jednej z moich stron internetowych: www.dyplomy-lux.pl:

Projekt podstrony głównej na stronę www: Dyplomy Lux. - Anna Maria Karolak.

Jednak nie samą prozą człowiek żyje. Po drodze, za sprawą mej inwencji, różne przygody miewam! Jak ta poniżej: spotkanie w cztery oczy z Obcymi. Na zdjęciach: straszyk diabelski (PERUPHASMA SCHULTEI) oraz modliszka oczkowa (CREOBROTER GEMMATUSI). A gdzie napotkałam te cudne istoty? O tym niebawem! Mam nadzieję, że już niedługo! :) Au revoir! Do zobaczenia! :)

Straszyk diabelski (PERUPHASMA SCHULTEI)

Modliszka oczkowa (CREOBROTER GEMMATUSI)

Park Szczęśliwicki w Warszawie.

park_szczesliwice_03_02_2014_foto_01

Przez dwa dni z rzędu, 3 i 4 lutego, targałam z antykwariatu książkowego nowe zakupione pozycje, min. 1000-stronicowe wydanie dzieł wybranych Zoli. Pokonując w pośpiechu drogę z antykwariatu do domu przez Park Szczęśliwicki, porobiłam kilka zdjęć. Ciskałam ciężką torbę z książkami w śnieg i hasałam po górkach. Pogoda była wyśmienita, ta z tych rzadkich obecnie w W-wie zimowych słonecznych.

Jezioro jest zamarznięte. To jedno z dwóch jezior w parku. Wysoka góra widoczna na niektórych zdjęciach w oddali hen, to szczęśliwicki stok narciarski.

Park powstał po wojnie, a umiejscowiony został na gigantycznym wysypisku śmieci. Góry śmieci wyrównano i pokryto je ziemią, a całemu obszarowi parku nadano charakterystyczny kształt z dwoma jeziorami połączonymi węższym wodnym kanałem. Uczniowie szkół podstawowych, w ramach prac społecznych, sadzili na terenie parku pierwsze drzewa – m.in. mój tata :), stąd właśnie pochodzi dzisiejszy szczęśliwicki piękny drzewostan.

Wybudowanie przed paru laty szczęśliwickiego stoku narciarskiego zniszczyło największą ozdobę parku czyli górę. Dawniej góra była bardzo wysoka i miała kształt siodła. W latach 70-tych i 80-tych stok góry pokrywały kwietne łąki oraz porastały gęsto drzewa, w tym iglaste. W dolinie góry (w zagięciu siodła) z czasem powstał bowiem gęsty las. Na samym szczycie góry umiejscowiono ogólnodostępny taras widokowy z panoramą na całą Warszawę. Taras ten kojarzył mi się… z miejscem świętym druidów. Proszę sobie bowiem wyobrazić płaski, o owalnym kształcie szczyt góry, wyłożony dużymi kamiennymi płytami, z kamiennymi ławkami dookoła, a obszar ten otoczony był wieńcem czubków choinek, które to choinki gęsto porastały stok dookoła poniżej. Droga na ów taras widokowy góry wiodła trzema drogami: od strony północnej – szerokim kamiennym traktem (kocie łby), po którym świetnie zjeżdżało się z szaleńczą szybkością na rowerze – trakt ten już nie istnieje, od strony zachodniej – kamienną drogą (zachowała się w części po dziś) i od strony wschodniej: kamiennymi stromymi schodkami wijącymi się pośród drzew – część z tych schodków zachowała się w postaci ruin do dnia dzisiejszego.
Szczęśliwicka góra była jednym z moich ulubionych miejsc zabaw przez całe dzieciństwo. Pośród łąk i drzew hasały tutaj m.in. zające i żyły bażanty. Bowiem dodatkowo Szczęśliwice otoczone były od strony zachodniej polami ornymi i ekosystemem łąk. W latach 70-tych i 80-tych dzisiejsze osiedla mieszkaniowe przylegające do Szczęśliwic jeszcze nie istniały.

Budując parę lat temu narciarski stok, magiczną górę zniszczono. Buldożery wkroczyły na teren góry. Usunięto olbrzymią ilość drzew, zlikwidowano kształt siodła góry, niszcząc tym samym ekosystem lasu. Oczywiście zlikwidowano taras widokowy na szczycie. Wysokość góry znacznie pomniejszono. Góra utraciła magię, a otrzymała ordynarny, geometryczny kształt obiektu użyteczności publicznej. Teren płatnej trasy zjazdowej otoczono siatką. Zachowane w ruinach kamienne schody po stronie wschodniej góry wiodące dawniej na taras widokowy, prowadzą teraz do nikąd, kończąc swój bieg na nowym ogrodzeniu u szczytu góry. Oczywiście tarasu widokowego u szczytu góry już nie ma.

Ponadto, w latach 70- tych i 80-tych południowy stok góry był największym i najwyższym zjazdem saneczkowym dla dzieci w całej Warszawie, w tym kiedyś i dla mnie. Tą radość z użytkowania góry przez dzieci ukrócił kler, wyrywając spory fragment Parku Szczęśliwickiego dla siebie, grodząc ów teren i budując kościół u podstawy góry. Zlikwidowano możliwość zjazdów saneczkowych, bo wjechałoby się w ogrodzenie. Południowy stok góry, choć z zachowanym w części dawnym drzewostanem, jest dzisiaj zatem miejscem rekreacyjnie martwym. Zamiast dawnej wspaniałej trasy zjazdowej na sankach, mamy dziś u podstawy góry ogrodzenie terenu kościelnego, a spacerom wokół góry towarzyszą nachalne dźwięki mszy.

Na szczęście zachował się w stanie nienaruszonym cały pozostały obszar Parku Szczęśliwickiego, ten poza górą, a ten obszar jest raz po raz upiększany. Parę zdjątek z parku prezentuję zatem dziś. Przez park wiedzie moja trasa na piechotę po zakupy do Carrefour`a i Blue City oraz do antykwariatu :) :

Nieco wcześniej, bo 16 stycznia, w dniu pierwszego większego opadu śniegu w Warszawie tej zimy, park wyglądał tak jak na zdjęciach poniżej. Te zdjęcia robiłam przed zmrokiem. Jezioro i kanał jeszcze nie są zamarznięte:

Szczęśliwego Nowego Roku! Happy New Year!

Happy New Year! :)

Wszystkim Wam, którzy odwiedzacie mój blog składam najserdeczniejsze życzenia noworoczne! Życzę Wam spełnienia marzeń, a zatem i sił oraz optymizmu w ich realizacji!

I jeszcze wesoły “dodatek” – moje zakupy wczorajsze komiczne: Musztarda Sarepska, APAP i gałganek do zmywania naczyń. Czyli: Zakupy Przedsylwestrowe Singla – pakiet :)

Przedsylwestrowe zakupy singla :)

Hammershus Castle Ruins on Bornholm.

Hammershus on Bornholm

Ten piękny widok na Morze Bałtyckie roztacza się ze wzgórza zamkowego Hammershus na Bornholmie. Wzgórze usytuowane jest na północnym brzegu wyspy. Imponujący ogromem kompleks ruin zamkowych Hammershus, stanowi największy zespoł ruin średniowiecznego zamku na terenie całej Europy Północnej.

Przez wieki Zamek Hammershus był niemal nie do zdobycia. Skaliste wzgórze ma wysokość 74 m n.p.m., ponadto zamek obwarowano potężnymi murami obronnymi. Budowę kompleksu rozpoczęto w XIII w. z polecenia arcybiskupa z Lund (dzisiejsza Skania w Szwecji). Arcybiskup walczył z królem duńskim o hegemonię na Bornholmie. W centralnej części wyspy, znajdował się drugi zamek, królewski. W roku 1259 wojska arcybiskupa zniszczyły zamek króla i wówczas to twierdza Hammershus stała się głównym zamkiem na wyspie. Na przestrzeni 200 lat, będąc non stop w centrum krwawych rozgrywek politycznych, zamek wciąż zmieniał właściciela – przechodząc w ręce arcybiskupa bądź królewskie.

Największa rozbudowa Hammershus nastąpiła w latach 1327 – 1522, kiedy przeszedł on w ręce władców z Lund.

Przełomowym był rok 1522, kiedy to twierdzę – i całą wyspę – przejęła Lubeka, na mocy spłaty długu Danii. Lubeczanie wybudowali nowe umocnienia i nadali architekturze zamku ostateczny kształt, widoczny do dzisiaj.
Pod władzę Duńczyków Bornholm powrócił w roku 1576.

Od początku XVII wieku, wraz z rozwojem nowych technologii wojennych, m.in. rozwojem broni palnej, Hammershus zaczął tracić swoje militarne znaczenie. Służył jako twierdza, ośrodek władzy administracyjnej, a w najgorszym dla siebie okresie pełnił rolę nawet więzienia. Wciąż zmieniał właścicieli. W połowie XVII wieku dwa razy władzę nad zamkiem przejęli Szwedzi. Co ciekawe, z rąk szwedzkich Hammershus dla Danii odbili okoliczni chłopi – podstępem – wykorzystując mundur postrzelonego kapitana garnizonu szwedzkiego.

Swoje ostateczne znaczenie Hammershus utracił w roku 1743. Chłopi z okolicznych wsi zaczęli rozbierać zamek, pobierając z niego cegły do budowy swych prywatnych zabudowań.

W roku 1822 władze duńskie wpisały Hammershus na listę zabytków objętych całkowitą ochroną. Udostępniono turystom do zwiedzania to, co zostało z potężnej twierdzy po “rozbiórce” zamku przez okolicznych chłopów.

Obecne ruiny Hammershus są jednym z najciekawszych miejsc Bornholmu. Szczególnie wielkie wrażenie robią ruiny fortyfikacji zamku, z murem o długości 750 metrów, z szańcami i fosą.

Od początku XX wieku aż po dziś, prowadzone są w Hammershus prace renowacyjne.

Bardzo wygodna jest podróż na Bornholm z Kołobrzegu. Wypływamy z Portu Kołobrzeskiego katamaranem pasażerskim M/S Jantar. Podróż trwa około 4 godzin. Na pokładzie katamarana serwowane są śniadanie (parówki:), a w drodze powrotnej obiad – dwa dania do wyboru. Nie drogo i bardzo pysznie. Wypłynięcie z Kołobrzegu: około godz. 7.15 rano. Dopływamy do miasta Nexo na południu wyspy. Po wyspie podróżować możemy autokarem wycieczkowym lub rowerami. Wypożyczalnie rowerów znajdują się w Porcie w Nexo. Gdybyśmy chcieli wrócić do Kołobrzegu tego samego dnia, pamiętać należy, że katamaran M/S Jantar, wypływa z Nexo około godz. 17.00. Odradzam kupowanie biletów na podróż z wielodniowym odstępem czasu. Lepiej pobyć w Kołobrzegu i obserwować pogodę. Bilety kupić można w Porcie spokojnie dzień przed wypłynięciem i życzę wszystkim, by w dniu podróży była słoneczna pogoda! Po wypłynięciu na pełne morze, na pokładzie zewnętrznym jest bardzo zimno i bardzo wietrznie. To Bałtyk, a nie morza tropikalne. Na Bałtyku, na otwartym morzu, robi się “arktycznie”, mimo, że na polskim wybrzeżu mamy np. pełnię upalnego lata. Jeśli zatem nie chcesz spędzić podróży w kawiarni i w salonach na pokładach dolnych, jeśli pragniesz posmakować piękna otwartego morza, zabierz ze sobą bardzo ciepłą kurtkę, obowiązkowo z kapturem.

Ozeaneum in Stralsund.

ozeaneum_stralsund_01

Ozeaneum w Stralsund to zarówno oceanarium jak i muzeum morskie. Popularyzuje ono wiedzę o morzach północnych, począwszy od Bałtyku, aż po Morze Arktyczne. Ozeaneum jest jednym z największych oceanariów na świecie, a trzecim pod względem wielkości w Europie, po oceanariach w Lizbonie i Walencji. Oddane do użytku w roku 2008, wybudowane w trzy lata, kosztem 60 mln euro. Obiekt mieści 39 akwariów o łącznej pojemności 6 mln litrów. Obejrzeć tu można 7 tyś. gatunków zwierząt i roślin morskich. W tym fascynującym miejscu spędzić można cały dzień. Ogrom i świetność ekspozycji są oszałamiające. Największe wrażenie robią: tunel podmorski (zdjęcia nr 8 i 9), gigantyczne akwarium z płaszczkami (zdjęcia 13-15) oraz ekspozycja zwana “Giganci mórz” – ostatnie zdjęcia.

Wystawa “Giganci mórz” zlokalizowana jest w olbrzymiej niczym gotycka katedra hali. Na sufit rzutowane są obrazy podmorskich głębin, a wysoko, na linach, podwieszono naturalnych wymiarów repliki gigantycznych wielorybów, w tym 26 metrowego płetwala błękitnego, a ponadto kałamarnicy olbrzymiej. W hali rozbrzmiewają odgłosy morza, w tym śpiew humbaków. Na terenie sali rozmieszczono leżanki, by móc w pozycji horyzontalnej sycić się “podniebnym” widowiskiem, dającym absolutne złudzenie naturalności. Ci ze zwiedzających, dla których nie starczyło miejsca na leżankach, leżą wprost na ziemi, zatopieni wzrokiem i słuchem w widowisku. Co jakiś czas uruchamiana jest scena: atak kałamarnicy olbrzymiej na niemowlę wieloryba. Zadziałanie figurami zwierząt, światłem, muzyką i krzykami wielorybów – daje efekt wspaniały. Niezwykła jest też zlokalizowana w tej sali ekspozycja w gablotach dotycząca wielorybów. Wielkie ważenie robi np. porównanie wielkości serca człowieka i serca wieloryba, zestawiając te serca w gablocie razem.

Uroczą atrakcją w Oceanarium jest wesoła płaszczka. Umieszczona w niskim otwartym akwarium w holu, bardzo zabiega o zainteresowanie ludzi. Płaszczkę cechuje niezwykły charakter – m.in. wystawia ponad wodę głowę, aby pogłaskać ją po nosie.
Na dachu Oceanarium znajduje się pingwiniarnia. W towarzystwie pingwinów podziwiać można panoramę miasta, a także pobliską wyspę Rugię.

Stralsund zlokalizowane jest zaledwie 100 km od Świnoujścia.