Uwaga! Nieuczciwa firma turystyczna.

Niektórzy z Was prowadzą blogi turystyczne. Uważajcie, jeśli w Waszej skrzynce mail, odnajdziecie list o zbliżonej treści:

Szanowna Pani,
 
Nazywam się Y i reprezentuję serwis X. W trakcie poszukiwań interesujących i atrakcyjnych blogów podróżniczych szczególnie zaciekawiła nas Pani strona internetowa. Wśród wielu inspirujących artykułów, relacji i fotografii szczególnie zainteresowały nas Pani zdjęcia z Kołobrzegu w związku z czym chcielibyśmy zaproponować Pani współpracę. 
Zdjęcia te chcielibyśmy zamieścić na fanpage`u X na naszej stronie Facebook, jako inspirację dla wszystkich podróżników – tych aktywnych jak i początkujących. Przy zdjęciu zostałby umieszczony aktywny link do Pani bloga, dzięki czemu użytkownicy portalu Facebook będą mogli od razu przejść pod wskazany adres i zapoznać się z treścią zawartą na Pani blogu, co z pewnością dostarczy im nowych inspiracji, a jednocześnie będzie promocją samego bloga. Wykorzystane przez nas zdjęcia wraz z linkami będą również promowane na portalu Facebook.

Przykłady takiej współpracy może Pani zobaczyć na naszej stronie Facebook (tu podano adres strony). 
Bardzo zależałoby nam na możliwości skorzystania z następujących zdjęć: (tu podano adresy do 9 moich zdjęć z bloga).

 Prosimy także o wyrażenie mailowo zgody na wykorzystanie Pani zdjęć oraz potwierdzenie, że zdjęcia te są Pani autorstwa.
 
W przypadku pytań bardzo proszę o kontakt telefoniczny lub mailowy.
 
Pozdrawiam,
 
Y

(adres firmy X)

Mail o takiej treści właśnie wczoraj otrzymałam. Po sprawdzeniu przeze mnie owej firmy – odwiedzenia jej strony www oraz jej strony na Facebooku, stwierdzam, że to nieźli cwaniacy. Jest to potężna międzynarodowa firma turystyczna, która prowadzi elektroniczny system rezerwacji hotelowych. Szukają naiwnych, którzy za darmo będą “robili” im reklamę.
I co najlepsze – o naiwności ludzka! – takowych znajdują.

Już wyjaśniam, o co chodzi:

Pracownicy firmy wynajdują w Internecie blogi turystyczne. Zachłyśnięty z radości treścią maila blogowicz, wyraża zgodę na wykorzystanie zdjęć. Następnie zdjęcia trafiają na stronę Facebbok`a firmy. Przy każdym zdjęciu zamieszczonym na FB, umieszczona zostaje agresywna wizualnie podlinkowana reklama owej firmy, o znaczeniu: Zapraszamy do nas! Zarezerwuj za naszym pośrednictwem hotel! Nie jest to zatem portal promujący turystykę, lecz portal promujący własną działalność biznesową. W bardzo sprytny sposób, wysługując się blogowiczami. W ten sposób firma X nie płaci za reklamę nic. Portal na Facebbok`u rozrasta się, bo przybywa zdjęć blogowiczów – zdjęć robionych w różnych zakątkach świata. Ilość komentarzy rośnie, popularność firmy X wzrasta.

To nie wszystko. Zgodnie z obietnicą z maila, obok zdjęć blogowicza, umieszczany zostaje link przekierowujący na stronę blogowicza… I tu uwaga! : adres internetowy do bloga zostaje spreparowany tak, że widzimy w nazwie linku, przed adresem każdego bloga – pewien dodatek. Przez co adres do bloga wygląda tak: http: //www.firmaX.com/adresbloga.
Za sprawą tego sprytnego sposobu zapisu, firma X stwarza wrażenie, że ma do tych blogów jakieś prawa. Stwarza pozór, że jest portalem o ambicjach szerzenia turystyki i za sprawą swych wzniosłych ambicji – utrzymuje nawet turystyczne blogi na swoim serwerze. Oczywiście jest to kłamstwo. Po kliknięciu na na linki – przechodzimy na blogi zakładane na platformach Blogger czy WordPress… Jednak to nic, nie każdy odwiedzający stronę Facebook firmy X na linki do blogów klika. Zapisywanie adresów blogów poprzez: http: //www.firmaX.com/adresbloga – ma wywierać wpływ psychologiczny poprzez zadziałanie wizualne i na pewno jako takie odnosi skutek, zwiększając renomę firmy X.

Blogowicze, którzy zezwolili na wykorzystanie swoich zdjęć na stronie Facebook`a firmy X, podpisali zatem pakt z diabłem. W pewien sposób ograbiono ich z “tożsamości”. Za sprawą zapisu adresu ich blogów poprzez http: //www.firmaX.com/adresbloga/, sprytnie zasugerowane zostało, że to Firma X jest w jakiś sposób właścicielem tych blogów. Zastosowana forma zapisu adresu blogu sugeruje bowiem, że blog utrzymywany jest na serwerze firmy X, że to firma X ponosi trud utrzymywania blogów.

Zdumiewa mnie fakt, jak wielu blogowiczów jest naiwnych i podejmuje “współpracę” z tą firmą.
Pamiętajcie! Jeśli zgłasza się do Was firma proponując współpracę, to znaczy, że pozyskanie Waszych zdjęć byłoby dla tej firmy cenne. To znaczy, że firma widzi w Waszych zdjęciach potencjał marketingowy. Firma powinna zgłosić się do Was z propozycją zakupu tych zdjęć. Nie może być tak, że za “miły” mail, oddajecie firmie zdjęcia za darmo.

Zdjęcia powinniście udostępniać wyłącznie po podpisaniu stosownej umowy licencyjnej. W umowie określona zostaje kwota wynagrodzenia czyli opłata licencyjna. W umowie muszą być szczegółowo określone pola eksploatacji zdjęć. Jeśli wyrażacie zgodę na wykorzystanie zdjęć, powiedzmy, tylko portalu Facebook firmy Z, to znaczy, że firma Z nie może wykorzystać zdjęć w żaden inny sposób (np. drukując je w katalogach). Najlepiej też, by była podpisana umowa licencyjna niewyłączna, to znaczy, że licencjonobiorca nie staje się właścicielem zdjęć. W przypadku podpisania umowy licencyjnej niewyłącznej, dalej pozostajecie właścicielami zdjęć, rozpowszechniacie je według własnego uznania i możecie sprzedawać zdjęcia i innym firmom. Umowa podpisana powinna być w dwóch egzemplarzach (wysyłanych pocztą). Pamiętajcie też, że od takiego zarobku zapłacić będziecie musieli podatek, dlatego koszt podatku uwzględniajcie ustalając cenę za zdjęcia.

Firma X działa sprytnie. Żeruje na naiwności blogowiczów. Za sprawą “miłego” maila działa psychologicznie, wyłudzając zdjęcia. Dzięki pozyskanym zdjęciom rozbuduje swój serwis na Facebook`u. Dzięki Facebook`owi buduje swoją markę i pozyskuje klientów. Wszystko dzięki naiwnym blogowiczom, którzy “oddali” im za darmo zdjęcia, niby to za link do swych blogów… A przecież nawet sposób linkowania nosi znamię oszustwa.

Gdyby Firma X postępowała uczciwie, zdjęcia musiałaby kupować. Od blogowiczów bądź z banków zdjęć. A poprzez swoje sprytna zadziałanie, zdjęcia na bazie których buduje reklamę, ma za darmo. Działanie te przeprowadzane są “w białych rękawiczkach”, bo blogowicze wyrażają zgodę na wykorzystanie swoich zdjęć, okazując się podatnymi na lep słodkich słów z treści maila.

Nie musicie być dyplomowanymi artystami, by móc czerpać profity z własnych działań artystycznych, których wyrazem są Wasze blogi. Każdy z Was ma prawo podpisywać umowy licencyjne na wykorzystywanie własnych zdjęć. Jeśli firmie zależy na pozyskaniu Waszych zdjęć, to znaczy, że dla firmy te zdjęcia są marketingowo cenne. Nie może być zatem tak, że zarazem firma wycenia wartość tych zdjęć na kwotę 0 zł, oczekując uzyskania ich od Was za darmo.

Pamiętacie pewną sprawę, o której się niedawno pisano w mediach przy okazji sprawy Rihanny? Znana firma odzieżowa R. wykorzystała bezprawnie zdjęcie 19-letniej blogowiczki, drukując owo zdjęcie na koszulkach. Blogowiczka zażądała zapłaty odszkodowania. Firma R. chciała wykpić blogowiczkę, oferując kwotę odszkodowania w wysokości… zaledwie 150 dolarów. Sprawa rozniosła się, doszło do podpisania ugody – blogowiczka otrzymała odszkodowanie.

Advertisements

Do moich Szanownych Potencjalnych Klientów – Muzyków!

Ponieważ ostatnio przeżyłam zmasowany atak na moją osobę od trzech osób reprezentujących festiwale muzyczne, OŚWIADCZAM:

Rozumiem, że bardzo kochacie muzykę i samych twórców. Zapominacie chyba jednak, że ja też jestem twórcą.
Jeśli macie pieniądze na opłacanie występów muzyków, w tym zagranicznych, rozumiem, że dysponujecie również funduszami na opłacenie moich usług. Ja z tych usług żyję.

PLAKATÓW MUZYCZNYCH, STRON WWW I ILUSTACJI DO KATALOGÓW, TUDZIEŻ NA OKŁADKI CD ORAZ RETUSZU ZDJĘĆ – NIE ROBIĘ ZA DARMO!

PROSZĘ SOBIE DAROWAĆ KOMPLEMENTY DOTYCZĄCE MOJEJ URODY ORAZ ARTYZMU PRAC – to jest zawsze ten sam schemat, zawsze się on powtarza. Lanie wody. Szukacie frajera, który będzie na was za darmo tyrał – to nie do mnie!

Moja praca kosztuje.

Zapewniam, że kocham waszą muzykę tak samo jak i wy. Darujcie sobie zatem, wszyscy, pianie mi niczym koguty, jacy to jesteście wspaniali. Ja to sama wiem. Gdybyście mnie nie zachwycali, nie chciałabym nawet z wami rozmawiać. Jednak jeśli ja mam dalej się wami zachwycać, a współpraca zawodowa ma przynosić owoce (TO NIE JA PIERWSZA o tą współpracę się zwróciłam!), to oczekuję traktowania poważnego.

Proszę prosić mnie od razu o cennik usług i podawać mi termin, na który praca dla was ma być gotowa. I wtedy rozmawiamy dalej. Jasne? Konkret zatem Panowie, konkret! Traktujmy się wzajemnie profesjonalnie.